wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 1

Obudziłam się od dźwięku mojego budzika przebrzmiałego po całej sypialni, która jeszcze chwilę temu była cicha i spokojna a kiedy spojrzałam na tą 'zła maszynę' zwaną budzikiem zauważyłam, że zaspałam okrągłą godzinę a jeśli natychmiast nie zwlecze swojego tyłka z łóżka spóźnię się do nowej pracy. Dobrze, że jestem typem osoby, która planuje co ubierze już dzień przed wyjściem, więc udało mi się ubrać wyjątkowo szybko i ładnie przy czym nie wyglądać jak głupiec. Dodałam jeszcze typowy beanie na szczycie moich brązowych falowanych włosów. Chwyciłam torebkę i wrzuciłam wszystko co muszę dzisiaj mieć. Przed wyjściem z mojego idealnie małego mieszkania. Pocałowałam na pożegnanie psa i upewniłam się, że miałam swoje klucze bo zawsze o nich zapominam! Pobiegłam do drzwi i po zamknięciu ich szybko zdecydowałam się na pobiegnięcie schodami, ponieważ mieszkam na trzecim piętrze, momentalnie dotarłam do holu w którym portier trzymał drzwi otwarte specjalnie dla mnie kiedy zobaczył, że byłam w pośpiechu.
- Panienka Abby chyba zaspała widzę? - portier Stan odezwał się do mnie kiedy szybko wybiegałam z drzwi.
- Wiesz, że tak. - rzuciłam przez ramię, kiedy wybiegałam na ulicę. Zatrzymałam się aby złapać oddech, spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że rzeczywiście miałam czas na szybką kawę i na zjedzenie jakiegoś śniadania. Przeszłam pieszo na ruchliwe ulice Londynu, aby dostać się do najbliższego Starbucks  i po drodze nie chcący wpadłam na ludzi. Wreszcie dostrzegłam Starbucks. W środku kolejka  nie była zbyt długa i szybko zajęłam w niej miejsce. Wzięłam mój iPhone, założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać Eda Sheerana. Lekko podrygiwałam i tańczyłam do jego muzyki, nie obchodziło mnie, że jestem w miejscu publicznym, jestem wolny duchem i kocham Eda. Po kilku minutach przyszła moja kolej, aby zamówić kawę.
- Venti French Vanilla Cappuccino i jagodową muffinkę proszę.- zwróciłam się do baristy, który wyglądał tak, jakby nie chciał pracować rano. Szybko dałam mu pieniądze za zestaw i powiedziałam, żeby zachował sobie resztę z 20 funtów. Kiedy dostał taki duży napiwek jego twarz rozweseliła się. Podeszłam do lady, odbioru gdzie po odczekaniu kilku minut barista wręczył mi muffinka i moje cappuccino.Wyszłam na zewnątrz a na moją twarz powiał poranny Londyński wiatr. Żyje w Londynie już 2 lata, i absolutnie go uwielbiam. Wiedziałam od początku, że to jest miejsce, gdzie chcę być i mieszkać.  Z  uśmiechem na twarzy szybko udałam się do budynku biurowego gdzie pracowałam. Dzisiaj ulice były wyjątkowo zatłoczone. Więc gdy  szłam jakiś człowiek wpadł na mnie i wytrącił mi z ręki muffina, który spadł na chodnik i cappuccino które wylało się na ulice. Wiele osób przechodziło koło mnie wypowiadając przekleństwa na tą sytuacje.
- Dzięki dupku! - krzyknęłam w kierunku oddalającego się mężczyzny. Pochyliłam się, żeby  pozbierać moje rzeczy  do torebki kiedy poczułam, że  ktoś schyla się, aby mi pomóc. Spojrzałam w górę i zobaczyłam,  młodego mężczyznę podnoszącego mój portfel i telefon komórkowy, podniosłam się i od razu zobaczyłam jego piękne zielone oczy.
- Proszę bardzo. - powiedział z chrapliwym brytyjskim akcentem. Boże. Kocham angielskie akcenty bardziej niż nasze amerykańskie. Wzięłam od niego moje rzeczy a on znów uśmiechnął się jak wtedy kiedy mówił proszę bardzo. Miał dołeczki. Uwielbiam facetów z dołeczkami i nie tylko to jak już wspomniałam te oczy! Matko!
- Dziękuję bardzo, przynajmniej ktoś tu jest miły. - wymamrotałam przy czym zarzuciłam torebkę na moje ramię. Ze smutkiem spojrzał na moją muffinkę, prawdopodobni była już pokryta zarazkami. 
- Rozumiem, że nie mogłaś się doczekać tej muffinki? - powiedział z uśmiechem na twarzy 
- Nie masz pojęcia jak. Oni mają najlepsze babeczki w wszechświecie. Bardziej przejmuje się jedzeniem niż moją torebką.- powiedziałam  patrząc w górę na jego oczy. Był o cal lub dwa wyższy ode mnie ale na pewno był młody.
- To jest trochę smutne. Jesteś tu turystką z Ameryki? Masz amerykański akcent. - zapytał się mnie.
- Nie. Mieszkam tu już dwa lata! Zawsze miałam obsesję na punkcie Wielkiej Brytanii więc postanowiłam się ty przeprowadzić to na prawdę piękny kraj! - stwierdziłam szczęśliwie 
- A ja zawsze kochałem Amerykę! - zawołał śmiejąc się lekko.
- Zaufaj mi, jakbyś tam mieszkał też byś ją znienawidził. -  powiedziałam po czym jakiś chłopak wpadł na mnie i oblał mnie kawą.
- JAJA SOBIE ROBISZ! - krzyknęłam i biedny chłopak aż odskoczył trochę w strachu.
- To ten twój idealny Londyn! - powiedział.
- Nawet mi nie mów. -  uśmiechnęłam się sarkastycznie zbierając moje rzeczy. 
- Czy chcesz, żebym ci kupić coś nowego do picia lub jedzenia? - powiedział mając pełne nadziei oczy.
- Bardzo spieszę się już do pracy, ale dziękuje za gest! - powiedziałam tak delikatnie żeby nie czuł się odrzucony.
- Odprowadzę Cię. - wyciągnął ręcę z kieszeni.
- Nawet nie wiem jak ci na imię a ty składasz mi takie propozycje. - odparłam.
- Przepraszam, że się nie przestawiłem. Nazywam się Harry, miło mi cię poznać.  pospiesznie podał mi rękę na przywitanie.
- A ja jestem Abby! Teraz cię już znam. -  powiedziałam i sięgnęłam do mojej torebki po pióro. - Wiesz co zgadzam się na twoją ofertę z babeczkami. - uśmiechnęłam się do niego i napisałam na jego dłoni swój numer telefonu.

~ *~

- Późno coś dzisiaj widzę pannę Grimmes! - sekretarka żartobliwie mnie przywitała.
- Ci cholerni piesi. Jak się masz Sylvia? - zapytałam sekretarkę w średnim wieku.
- Bardzo dobrze moja droga, masz kilka nieodebranych połączeń telefonicznych czekających na ciebie! - zapowiedziała zanim weszłam do biura. Gdy dotarłam do mojego przytulnego biura i opadłam na krześle komputerowym, obróciłam się w nim kilka razy. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że spotkałam dzisiaj tego chłopaka. Jak na zamówienie mój telefon zaczął wibrować.




Po tej dawce emocji związanej z wiadomością od Harrego postanowiłam zajrzeć na swoja pocztą. Moja babcia do mnie napisała.
Od: Babci
Do: Abby
-Witaj moja droga ,
Tęsknię za Tobą bardzo. Brakuje mi cię. Zadzwoń do mnie, gdy będziesz miała chwilkę. Chcę usłyszeć  piękny głos  wnuczki. Brakuje nam zbyt wiele.
Wysyłanie z moją miłość zza oceanu,
Babunia.
Moja rozmowa z babcią trwała ponad godzinę. Rozmawialiśmy o moich rodzica, jak jej mi bardzo brakuje. Typowych rzeczach, związanych z rodziną. Odpowiedziałam na kilka bezsensowych biurowych emalii i mój telefon ponownie zabrzęczał. 

Idę dzisiaj na kolacje. Oby poprawiło mi to humor. Na pewno poprawi bo będzie tam Harry.


____________________________________________________________________

Cześć kochani jak zauważyliście jest ot tłumaczenie fanfiction Perfect To Me. Tak mam pełną zgodę autorki o tłumaczenie tego fajnego fanfictiona i mam nadzieję, że wam się też spodoba :) Rozdziały będą dodawane co dwa dni. Komentujcie i odwiedzajcie! xX